2008
2008-01-11W imieniu nadal zajętej Jani, składam ponownie wszystkim życzenia szczęśliwego Nowego Roku. (kris)
Menu główne : [przeskocz]
W imieniu nadal zajętej Jani, składam ponownie wszystkim życzenia szczęśliwego Nowego Roku. (kris)
W imieniu zajętej i nieobecnej Jani, składam wszystkim życzenia szczęśliwego Nowego Roku. (kris)
Inauguruję nową kategorię wpisów : “Listy”. Będzie zawierała listy od czytelników i moje odpowiedzi.
Adresy nadawców nie będą ujawniane, aby uchronić ich przed spamem.
Na ławce przed domem Naporów, bo dłuższa niż Mazanków, u których mieszkamy, na ławce Łapajów, nad którą cień roztacza stara lipa, mężczyźni czekają na “operację”. Władek, najstarszy syn Naporów odkrył, że sprawniej niż matka i siostry, a przede wszystkim bezboleśnie wyciągam z dłoni kolce ostów. Cieniutką igłą mamy i starą igłą od strzykawki taty wyłuskuję spod skóry zaropiałe kolce, podważając ich czarne łebki. Rozmawiamy o końcu wojny.
- Niemcy kaput! - obwieszczają moi pacjenci co chwilę. Nie mam co do tego wątpliwości. Niemcy w Żarkach i Lelowie wzmocnili posterunki żandarmerii, ale siedzą w budynkach, na wsie nie wyjeżdżają. Boją się. Po rynku nie chodzą pojedynczo. Na łapanki do okopów wysyłają policjantów. - A gdzie oni te okopy szykują? - pyta dziadek od Żurków. Ha, ha, ha! - ogólny śmiech. Bo nikt tych okopów nie widział! Bo jeszcze nikogo z Sokolnik nie złapali! Łapanka odbywa się tak: przyjeżdża dwóch policjantów, meldują się u sołtysa i wysyłają go na wieś, żeby zwoływał młodzież, bo już dwie furmanki - podwody czekają. Gdy nikt nie przychodzi, sami ruszają na wieś. Wchodzą na podwórko (do mieszkania rzadko), pytają: - Jest tu kto do okopów? - Nie ma! - I rzeczywiście nie ma, bo już dawno wszystkie dziewczyny i chłopaki przez Zagórską Górę do Zagórza, do Woźnik popędzili. Wrócą w południe, wrócą pod wieczór - zadowoleni, że i w tygodniu nadarzyła się okazja urwać z domowej roboty.
O Powstaniu nic nie mówimy. Nic nie wiemy. Nie szukamy informatorów, nie chcemy wiedzieć, bo wieści mogą być złe…
W Warszawie dzieje się coś, o czym dowiemy się nieprędko, trzeba czekać. Dni nakładają się na siebie, podobne. Idzie na upał, bo codziennie mniej cumulusów. Dziewczyna przyszła po bluzkę. W środę? W czwartek? Odmierzam czas po wiejsku: „przed” i „po” niedzieli. Nie mamy kalendarza ani zegarka. Za bluzkę przyniosła ochłap zżółkłej słoniny, ¾ kilograma najwyżej. Ale gdy bluzkę przymierzyła, popadła w amok. „Pani” do mnie zaczyna mówić! Pani zrobi dla mnie na niedzielę, bo ta dla siostry, raniutko przylecę, masłem zapłacę, jajek ile pani chce, bo ma chłopaka, upatrzonego, musi ją zobaczyć w tej bluzce w kościele… Nie! Odmawiam. Znów mnie oszuka. A dzieci wszystkie w domu, patrzą na mnie: Józek, Halina, Witek, Janek… Zmiękłam.
Sokolniki, 8. dzień Powstania. Wbrew moim przewidywaniom ojciec nie jest wystraszony. Przynósł dużą bańkę oleju rzepakowego. Z Wygiełzowa? Z Siedlisk? Dostał dla głodującej rodziny, czy jego “partyzanci” znów napadli na dwór? Parabellum “ósemkę” schował do skrytki pod piecem oświadczając, że to już jego prywatna, w lesie mają dużo broni. Zapamiętałam “Przed niedzielą wrócą, wszędzie jest blokada”. Zapamiętałam, bo W.B. poszedł do Powstania, jak mi powiedziano wczoraj u Steczów. I poczułam ulgę. I pierwsze przeczucie lęku, Ze Powstanie może być naszą klęską…
Warszawa, wtorek, współcześnie: znicz gdzieś tam plonie, krótkie wzmianki o Powstaniu w telewizji. Bo trzeba. Bo wypada. Bo historia, od której chciano nas odciąć. Ale media zapchane tym, co dzieje sie teraz, i mnie to przypomina kilka dni przed wybuchem wojny przed wybuchem wojny we wrześniu 1939 roku, o czym juz do książki napisałam, ale chyba wprowadzę poprawki.
Czy tez macie poczucie, że historia sie powtarza? O, przepraszam! Jesteście o tyle młodsi…
Siedzę na ławce przed domem, dziergam na drutach ażurową bluzkę dla dziewczyny z Bliżyc: dwa oczka razem na prawo, jedno nawinąć, dwa razem na prawo itd. Dostanę za to 1kg słoniny albo funt masła i 10 jajek. Po nocnej burzy dzień mglisty, parny, nad łąkami między szkołą a pierwszymi domami Poprzecznej kolonii mleczny tuman przeslania widok. Jeśli W. B. nie poszedł do Powstania, powinien zaraz tamtędy przechodzić na lekcję do Steczów, razem z dziewczynami uczy sie do matury. I rozpoznam go nawet w tej mgle, bo chodzi tak, jakby płynął w powietrzu, zaledwie stopami dotykając ziemi. Ale od rana nikt tamtędy jeszcze nie przeszedł, na naszej drodze też pusto.
Ludzie zapadli sie w domy. W milczeniu, w sobie, ważą te wiadomości, ktore wieczorem i w nocy obiegły wieś: oddział AL miał zbiórkę alarmową, ojciec odczytał rozkaz, ze mają pozostać na miejscu, AL nie popiera Powstania! Byli też PPR-owcy, tych rozesłał do komórek ( grupy PPR, jakie zorganizował we wsiach, nazywały sie “komórki”), aby rozpowiadali, ze to Powstanie jest przeciw interesom ludu!
Ja - “Szarotka”, zaprzysiężona w AKowskim komplecie I klasy gimnazjum, dobrze zrobiłam, nie wspominając o tym nawet bratu, Jankowi. On się ojcu na “adiutanta” naprasza, nic nie kapuje, co się dzieje. Ojciec go wysyła pod różne adresy, bo sam sie boi. Boi się Niemców - wszyscy się boimy, to jasne; boi się Żbika i to też jakoś sie tłumaczy; ale swoich? Ale AK?! Mama, świętej dobroci, a naiwna jak Janek, płacze i powtarza “Ach, ta polityka”. - Polityka? Mamo! To nie polityka, to zdrada!! - powiedziałam dziś rano, wybiegając z domu. I siedzę tu, i czekam, ale nie na ojca, którego od piątku nikt nie widział.. O, Boziu! jak smutno, jak straszno! Bo jeśli nie przejdzie, bo poszedł do Powstania i nigdy go nie zobaczę?! Bo przejdzie, bo jego ojciec, kuzyn mojego, przekonał go, że “Powstanie jest przeciw interesom ludu”?
Hela od Naporów krzyknęła: “Wyleć za stodołę, nasi idą do Powstania!” Popędziłam. Za stodołami już stali ludzie, patrzyli w stronę skałek. Zobaczyłam ich dość daleko z lewej, jak wspinali się miedzą między rżyskami - czarne sylwetki obrysowane świetlistą aureolą, bo patrzyłam pod słońce. Szli gęsiego, w równych odstępach, ich nogi jak nożyczki otwierały się i zamykały miarowo. Bylo ich siedmiu, ale oto pierwszy skrócił się nagle i zniknął. Znikali tak po kolei - w tym miejscu wzgórze obrywa się w krzaczasty jar, na jego dnie jest dróżka do Sadowia. Szło ich więcej? Zza stodoły przebiegłam z powrotem na drogę, a wylegli na nią wszyscy, stali przed swymi domami. I brzęczał cichym szeptem wiejski telefon bez drutu; Ci, którzy byli na pierwszej mszy, nadawali, że partyzanci przystąpili do komunii świętej, na rękawach marynarek mieli biało-czerwone opaski. W plecakach pewnie mieli mundury, jedzenie i broń. Ksiądz ich w kazaniu pobłogosławił słowem “na święty bój”. A wszystkich było kilkunastu. Ci, ktorzy szli na sumę z Zagórza, mówili “od nas też”. Nie wymieniano nazwisk, wszyscy wszystko wiedzieli, ja też. Że do Powstania poszli tylko chlopcy z AK.
63 dni trwało Powstanie Warszawskie i tyleż dni będzie płonął znicz. Ojciec Marka Rockiego, nasz grafik z “Na przełaj” był najmłodszym powstańcem. Napisał o tym bardzo dobrą książkę, której nikt nie docenił. Mam ją gdzieś z jego dedykacją. Janek Rocki nie żyje. Marek, jego syn, chciał ją wydać po raz drugi. Nie wiem, czy mu się udało. Dziś myśle o tym…
Warszawa obchodzi z najwyższymi honorami rocznicę Powstania Warszawskiego. Dziś wtorek. Skończyły sie upały: szare niebo, mżawka. Ciepło.
W jakim dniu tygodnia wybuchło Powstanie? Kto mieszkał w moim obecnym mieszkaniu? Ja mieszkałam w Sokolnikach. O Powstaniu dowiedziałam się kilka dni później od partyzantów z AK.